— Można? Naprawdę pan pozwala?

— Ile tylko chcesz.

— Bo ja nieraz, jak pana nie ma, to myślałam, żeby wykąpać się, ale bałam się. O, niech pan tylko nie myśli, że ja jestem brudna. Ja i tak myję się, a to dla chłodu.

— Nie, nie myślę. Daj mi śniadanie i kąp się, ile chcesz.

— Dziękuję, bardzo dziękuję! — zawołała z wprost dziecinną radością i w ciągu kilku minut podała mu kawę, po czym znikła.

Spróbował kawy, była gorąca. Zbliżył się do okna. Termometr w cieniu wykazywał trzydzieści siedem stopni. To upał!

Z pokoju kąpielowego dobiegł uszu plusk wody. Drucki przymknął oczy, wahał się chwilę i nacisnął klamkę drzwi pokoju kąpielowego. Były otwarte.

Dziewczyna stała naga w niszy prysznicowej, wśród gradu kropel, otaczających ją zewsząd. Ręce oplotła na karku, poddając twarz i piersi bezpośredniej sile natrysku. Oczy miała zaciśnięte, a szum wody zagłuszył kroki Druckiego.

Spostrzegła go dopiero po dłuższej chwili, gdy stojąc o dwa kroki od niej, zaklął:

— Psiakrew!