— A dyć300 nie dla pana, bo do pana to przed wyjazdem kudy301 ładniejsza pani przychodziła, a i ta, co u niej teraz na wsi pan przebywa, to tyż dla pana ładniejsza.
— Chodź tu! — rzucił ostro.
Bez wahania położyła rurę odkurzacza i zbliżyła się do krzesła przy telefonie. Wyciągnął rękę i zagarnął ją sobie na kolana. Nie opierała się, lecz siedziała jakoś sztywno. Przez jedwab pidżamy i cienką sukienkę czuł wilgotność jej skóry. Jego ręka, przesuwając się po nagich łydkach, również stała się wilgotna. Zapach jej ciała miał w sobie coś z zapachu czystej bielizny i cząbrów302, a skóra na szyi i twarzy pachniała mlekiem.
Wpił się w jej usta.
— Zaraz — odsunęła go lekko — zamknę odkurzacz. Szkoda prądu.
Wstała i on wstał również. Wyłączyła kontakt i wyprężając ręce, powiedziała:
— Straszny gorąc! Żeby tak do Wisły!
— Wykąp się w wannie — wycedził przez zaciśnięte zęby, zapalając papierosa.
— O, nie... Gdzieżbym się ośmieliła.
— Dlaczego? Proszę cię. Napuść sobie wody, tylko nie za zimnej, bo przeziębisz się.