W tej chwili wszedł do przedpokoju doktor Kunoki.

— A, jakże się cieszę! — zawołał z tym żywszym niż zwykle uśmiechem, którym zawsze witał Druckiego. — No, proszę, proszę, profesor niedługo przyjedzie. Cóż pan porabia?

Drucki w kilku zdaniach opowiedział, że był na Helu i nawet miał tam wrócić, ale go coś „ukąsiło” i nie wyjedzie.

— A co to, Antoni mnie powiedział, że podobno Piotr tu był?

Kunoki skinął głową.

— Karol go sprowadził na stałe ze Szwecji?

— Nie. Pan Piotr chciał poznać Polskę. Teraz jedzie do Zakopanego, do Krakowa i dalej, ale wróci tu jeszcze. Prosiłbym — dodał po pauzie — by pan nie zdradzał się przed profesorem, że mu o tym powiedziałem.

— Ależ naturalnie... Naturalnie... naturalnie — powtarzał zamyślony Drucki. — A... czy nie może mi doktor powiedzieć, jaki był... hm... stosunek Karola do syna?...

Japończyk pochylił się ku niemu i zaczął:

— Widzi pan, od dawna przypuszczałem, że impulsem, który skierował zainteresowania naukowe profesora ku problemowi tak zwanego zapatrzenia, była sprawa osobista. Nietrudno było wywnioskować to z namiętności, z pasji, z nerwowości wreszcie, z jaką się tym zajmował. No i samo ryzyko tych badań... Otóż... czy pozwoli pan, że będę z nim szczery?