— A pamiętasz, żeś proponował mi małżeństwo?

— Nie przeczę — wzruszył ramionami.

— Zatem?...

— Nic zatem! Odmówiłaś mi wtedy.

— Wtedy ci odmówiłam. Ale przypuśćmy dziś?

— Dajmy temu spokój, Al. Przecie jesteś dojrzałym człowiekiem i doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że dziś jest zupełnie inaczej.

Zagryzła wargi do krwi i spojrzała nań dziwnie zwężonymi źrenicami.

— Posłuchaj, Al — zaczął pojednawczo. — Znasz mnie dobrze. Wiesz, że nie potrafię znieść żadnych więzów, że są one przeciwne mojej naturze. Było nam dobrze razem. Przecie prawda? Przynajmniej jeżeli o mnie chodzi, zachowam dla ciebie, Al, wiele ciepłych uczuć i wiele wdzięczności za tę cząstkę życia, za tę piękną cząstkę życia, którąś ty była dla mnie. Bo widzisz, nie trzeba...

— Czekaj, Boh — przerwała mu — odpowiedz mi najpierw: czy wszystkim kobietom powtarzasz przy rozstaniu to samo? Umiesz to, zdaje się, na pamięć.

— Niedobra jesteś, Al. Po co chcesz zatruć ironią i twoje, i moje wspomnienia. Skoro rozstajemy się...