— Nie — zaprzeczył — nie zmieniłaś się. Wcale się nie zmieniłaś. Ty w ogóle nie możesz się zmienić.
— Mówisz to tonem wyrzutu?
— Czy ja wiem, Al? W każdym razie nie wyrzutu. Nigdy nikomu nie robię wyrzutów i sam nie znoszę, by mnie je robiono. Nie znoszę!
Alicja chwyciła go za rękę.
— Czekaj, Boh, tu nie chodzi o scenę. Przyszłam po prostu dowiedzieć się, czy... czy... nie masz już dla mnie dawnego uczucia?...
Ponieważ nic nie odpowiedział, przycisnęła rękę do piersi jakimś kurczowym ruchem.
— Boh, Boh, ty wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim, że jesteś całą moją radością, całym moim życiem. Ty to musisz wiedzieć. Ja nie mogę utracić ciebie. Nie mogę. Boh, czy ty rozumiesz mnie?
— Nie rozumiem — wybuchnął — nie jestem w stanie zrozumieć, jak można od kogokolwiek żądać, by przestał być sobą.
— Nie żądam tego.
— Owszem. Żądasz, bym zrezygnował z wolności, z wolności, która właśnie jest mną. Jest moją treścią.