— To ja, Boh. Nie przeszkodziłam ci?
— Ach, jak się masz. Cóż znowu...
Odniosła wrażenie, że się zmieszał, i nagle uczuła ostry ból w krtani. Była niemal pewna, że u niego jest Julka...
Powiedziała, że ma masę roboty, że nie będzie mogła wyjść z sądu przed trzecią, i pożegnała go, udając dobry humor. W sekundę potem połączyła się z domem. Odezwała się Józefowa.
— Czy jest panna Julka? — zapytała Alicja.
— Nie ma, proszę pani, będzie może godzina, jak wyszła.
— A nie mówiła, dokąd idzie?
— Nie, proszę pani. Tylko telefonowała, a później wyszła. Pewno do jakiej koleżanki.
— To dobrze. Niech Józefowa nie mówi panience, że ja dzwoniłam. Obiad o trzeciej. Do widzenia.
Pośpiesznie zamknęła biurko, nałożyła kapelusz i zbiegła ze schodów. Tuż w pobliżu znalazła taksówkę i kazała jechać na aleję Szucha. Gdy jednak auto ruszyło, zreflektowała się.