— Czarne, wielkie, a na przodku trzy złote korony i coś napisane...
— Może „Reenclar”?
— O, jakby tak.
— Torpedo325 czy limuzyna?
— A Bóg jego wie — rozłożyła ręce akuszerka.
— Otwarte czy kareta? — zmieniła pytanie Alicja.
— Nie kareta, toż mówię, auto. Niby zrobione na karetę, ale auto. Póki jeszcze pamiętałam numer, to poszłam do urzędu ruchu kołowego i pytam, czyje. A tam taki powiada: „A paniusi jaki zakichany interes, przejechał paniusię, czy co?...” To ja mu powiadam, że po pierwsze, nie żadna paniusia, gbur taki, a w ogóle to co, tajemnica wielka?... A na drugi dzień to posłałam szwagra i on dowiedział się, że to jakiegoś generała i przepisany na Poznań.
Alicja niecierpliwie poprawiła się w fotelu.
— A ten pan nie jest generałem?
— Skąd jemu do wojska. Cherlak taki, a przy tym mnie się widzi, że musi być doktor, bo na tym to się zna i po łacinie sobie zapisuje, i pyta fachowo.