— Sekunda — przerwała Alicja — któż to jest?
— Niby on? Ano musi być bogaty. Pieniędzy ma jak lodu i własnym samochodem jeździ, a sam brunecik, taki ni młody, ni stary, ale niczegowaty i w binoklach, a jakże...
— To pani nawet nazwiska jego nie zna?
— A skądże mam znać, Boże drogi, on cwany i żadnego pozoru nie daje, nijakich śladów. Przyjedzie, dziewuchę obejrzy, chloroformem albo czym takim uśpi i ten jego szofer zaraz w płachtę i do auta. A on tylko zapyta, a kto ona, a co, w którym miesiącu, a czy nie wiadomo z kim, pieniądze odliczy i już go nie ma.
— Zaraz. Więc on po prostu kupuje od pani ciężarne dziewczęta?
— Boże drogi, a któż mówi, że ode mnie?! — przestraszyła się Bufałowa. — Od innych, a ja wiem, bo to w jednym fachu, rozchodzi się między ludźmi.
— No, przypuśćmy, że tak jest. Więc powiada pani, że ma samochód. Czy nie przyszło pani na myśl zauważyć jego numer?
— A jakże, na pamięć umiałam i na karteczce miałam zapisane, ale jak na złość karteczka gdzieś zapodziała się, a ja, jak z pamięci zabrałam się zapisywać, to ze strachu, żeby nie poplątać, wszystko mi się we łbie pokiełbasiło. I teraz nijak nie mogę sobie przypomnieć czy to 87-653, czy 78-356, czy jakoś podobnie. Ale że na początku albo 87, albo 78 ,to mur...
Alicja szybko zrobiła notatkę i zapytała:
— Jak wygląda to auto?