— Czemu pani nie zwróciła się do urzędu śledczego czy do komisariatu?

— Właśnie, proszę wielmożnej pani, dlatego, że myślałam sobie, że z panią prokuratową, jako to z kobitą łatwiej dogadam się i krzywdy pani mojej nie zechce, a po drugie, że to w ogóle kobieca sprawa...

— Więc dobrze — powiedziała Alicja — obiecuję pani, że jej nazwiska w to nie wmieszam, ale mnie proszę je powiedzieć. No?

Kobieta skurczyła się i wybąkała:

— Niech tam będzie... Bufałowa jestem, Jadwiga — zerknęła spod oka na Alicję i dodała: — teraz to już pani wie, cóż, nie zapieram się, karana sądownie, ale przysięgam Bogu, że co za Paszczukównę, to niesłusznie. Sama, głupia, szydełkiem próbowała i urządziła się. Ja już nic poradzić nie mogłam. Nie mówię, że przy Malinowszczance nie byłam winna. Owszem. Wiedziałam, że ryzyko wielkie, ale sama uparła się, że to ślub za dwa miesiące... One takie wszystkie, a później człowiek za nie cierpi...

— Pani jest akuszerką?

— A cóż mam być? Szlachcianka jestem, z ziemian, ale ot tak, na ciężki chleb się zeszło...

— Cóż tedy pani ma do powiedzenia?

Bufałowa pociągnęła nosem i rzeczowym ruchem podsunęła swoje krzesło.

— Aha, otóż widzi pani, sama nie wiem, po co on takie upodobanie ma, żeby koniecznie była w ciąży, a i to dla niego ważne, żeby to pierwsze zajście...