Zastukała drugi raz, teraz mocniej i dłużej, przecie to każda chwila jest droga, a oni nie otwierają...
Za drzwiami rozległo się człapanie i usłyszała skrzeczący głos, ten sam, co przez telefon:
— A kto tam?
— To ja, co do mnie pani dzwoniła, proszę otworzyć.
Drzwi odchyliły się i ujrzała w nich chudą, siwiejącą kobietę w zatłuszczonym, popielatym szlafroku.
— Proszę.
— Gdzie on jest? — chwyciła ją za rękę Julka. — Czy był doktor?...
Zamknęła drzwi i przekręciła klucz w zamku, po czym schowała go w kieszeni szlafroka.
— Gdzie on jest? — niepokoiła się Julka.
— O jej, zaraz, czego się panienka tak śpieszy, pociąg nie odchodzi. Proszę tu zaczekać.