— Po co panienka klęczy, czy to jaki święty? Ot, proszę usiąść tu przy mnie i pogadamy. No!

Posadził ją na kanapie obok siebie.

— O wszystkim można pogadać — poklepał ją po plecach — a już szczególniej z taką ładną kobitą, che... che...

Jego ręka zsunęła się niżej i objęła ją w pasie. Jednocześnie druga sięgnęła do piersi. Julkę ogarnął wstręt nie do przezwyciężenia. Szarpnęła się z całej siły, lecz jej nie puścił i zawołał:

— To tak, panienka?... Ja trzymać nie będę, ale z ratowaniem szlus335.

Opamiętała się i zaczęła znowu płakać.

— Niech pan mnie wypuści... Ona zaraz może wrócić, a wówczas będzie za późno... Niech pan...

— Sza — przerwał i pochylając się jej do ucha, powiedział: — Ja panience radzę po dobremu, zrobim kwit na kwit. Ja pomogę panience uciec, a panienka mi za to po dobrej woli nie będzie się sprzeciwiać, tylko prędko, bo szwagierka przyjdzie... No, już, już...

Jego ręce zaczęły łapczywie ją miętosić, błyszcząca od potu i tłuszczu twarz przysunęła się do jej twarzy, owiał ją zgniły, ohydny oddech.

Nadspodziewanie silnym rzutem uderzyła obu pięściami w jego twarz i wyrwała się, przy czym jej sukienka rozdarła się w kilku naraz miejscach.