— A cóż zrobisz z tą dziewicą?
— Z dziewicą? — profesor wybuchnął śmiechem. — Ach, Bohdanie, że też ty nigdy nie odzwyczaisz się od patrzenia na świat przez pryzmat twojej płci! Hm... Nie wiem jeszcze, co z nią zrobię. W każdym razie nie mogę jej wypuścić i z tego także względu, że biedaczka jest chora. Musiała przejść jakiś silny wstrząs psychiczny. Niedobitek zaś ta baba zaaplikowała jej taką porcję nawaru z Cannabis indica, czyli z konopi indyjskich353...
— To z tego robi się haszysz?
— Tak. Ale akuszerka, nieumiejąca dozować, tyle tej małej dała nawaru, że co najmniej jeszcze przez tydzień nie potrafię doprowadzić jej organizmu do porządku. Słowem, nie tylko nie mam z tego użytku, ale jeszcze sporo kłopotu, a wprost zawalony jestem przygotowaniami do Sorbony.
Drucki zgodził się. Obiecał, że postara się w najbliższych dniach znaleźć coś odpowiedniego. Przypomniał sobie, ze Zośka wspominała mu o jakiejś dziewczynie, mieszkającej na Grochowie, która prosiła matkę Zośki o radę, jak pozbyć się ciąży.
Przesiedział u Brunickiego do wieczora, na rozmowie o pannie Łęskiej i o Piotrze. Panna Łęska, niestety, nie odzyska już nigdy głosu, wprawdzie zaczyna mówić, lecz o śpiewaniu nie może być mowy. Nauczyła się teraz pisać na maszynie i wystukuje całymi dniami na Royalu354 sprawozdania Brunickiego, które mógł przecie powierzyć tylko komuś absolutnie godnemu zaufania. Będzie dobrą współpracowniczką, tym bardziej że znalazła w sobie szczere zainteresowanie dla nauki i chodzi na medycynę.
— Może czymś więcej niż współpracowniczką? — przyjaźnie spytał Drucki.
Profesor uśmiechnął się i zaczął mówić o Piotrze. Teraz już nie raziło go podobieństwo syna do Druckiego. Przeciwnie, sam zaczął wynajdywać różne zbieżności w ich charakterach i upodobaniach i nie miał słów zachwytu dla chłopca.
W „Argentynie” było już sporo publiczności, gdy Drucki zjawił się na sali i swoim zwyczajem zaczął witać się z gośćmi. Przed trzecią wyszedł tylnymi drzwiami, dzięki czemu mógł zaobserwować draba, ukrytego we framudze bramy naprzeciwko, i trzech stojących opodal, a porozumiewających się z tamtym jakimiś znakami. Cała ich uwaga skierowana była na jego auto, stojące przed wejściem głównym. Głupcy!
Drucki przed samym ich nosem wsiadł do taksówki i po pięciu minutach był już w domu.