Przez całą noc nie zasnęła Alicja Horn. Miała go teraz w swoim ręku. Tamci zbyt lekceważyli zeznania Druckiego, by zechcieli badać krzaki jaśminu. Zatem będzie mogła po otrzymaniu akt zażądać uzupełnienia tej luki śledztwa, będzie miała czas odwieźć łuski brauningowe na miejsce lub też po prostu wyrzucić je do śmietnika. Tak, miała go teraz w swoim ręku. I potrafi to wyzyskać...
Kto mógł strzelać do Cieplikówny? Komu zależało na jej śmierci? Oczywiście Drucki wie to dobrze, lecz z jakichś powodów nie chce mówić. Możliwe zresztą, że strzelano właśnie do niego. Możliwe, Bohdan miewał zawsze skomplikowane historie z kobietami. Ale tutaj?... Sekcja zwłok wykazała, że Cieplikówna była w piątym miesiącu. Zatem i tu Drucki mówi prawdę, nie on miał być ojcem tego dziecka, bawił wówczas nad morzem. Cóż go jednak trzymało przy tej dziewczynie?...
Obejrzała starannie łuski, otworzyła biurko, boczną skrytkę, by złożyć w niej ten cenny dowód rzeczowy. Leżały tam tylko notatki dotyczące zniknięcia Julki. Machinalnie wzięła je do rąk i zaczęła przeglądać. Pokwitowanie Bufałowej na tysiąc złotych, wywiad o samochodzie nr 76-032 W, należącym do profesora Brunickiego, który skupuje ciężarne dziewczęta... Nagle Alicja odłożyła notatki i drgnęła: Cieplikówna była w ciąży!... Drucki przyjaźnił się z Brunickim...
„Aaaa... więc tak?... Więc mógł go profesor wtajemniczyć i w to, że ma u siebie Julkę lub że ją miał, póki jeszcze... żyła. Więc Bohdan zajmował się dostawą żywego towaru do naukowej mordowni Brunickiego...”
Sprawa stawała się coraz bardziej skomplikowana. Więcej! Niebezpieczna dla samej Alicji. Całej siły woli użyła, by zmusić siebie do ścisłego i spokojnego myślenia.
Jedno wiedziała: jeżeli Drucki jest poinformowany o losie Julki, Alicja jest zgubiona. On nie da się przekupić nawet za cenę własnej wolności.
Pod nogami Alicji załamywał się grunt... Lecz nie należała ona do natur umiejących rezygnować. Toteż rezultatem bezsennie spędzonej nocy był ścisły plan działania. Przede wszystkim za wszelką cenę należało usunąć możliwość wciągnięcia w sprawę o zabójstwo na Grochowie osoby Brunickiego. Oprócz drogi wpłynięcia w tym kierunku na Druckiego, drogi zupełnie wątpliwej, istniała znacznie pewniejsza: uzyskanie zakazu z góry, z Ministerstwa Sprawiedliwości.
O ósmej rano pełniąca obowiązki prokuratora sądu okręgowego Alicja Horn zgłosiła telefoniczną prośbę o audiencję, a o dziesiątej była przyjęta przez pana ministra.
Przedstawiła rzecz krótko: Istnieją poszlaki, że w związku z pewnym mało ważnym procesem pewni szantażyści zamierzają skompromitować jednego z luminarzy368 naszej nauki, profesora Karola Brunickiego, który właśnie rozsławił imię naszego kraju na świat cały swoimi wiekopomnymi odkryciami, o którym pisze z entuzjazmem prasa Europy i Ameryki, do kompromitacji którego nie można dopuścić, gdyż już dziś równałaby się ona kompromitacji samej Polski. Chodzi zaś, właściwie mówiąc, o drobiazg.
Oto profesor posiada w swym domu tajną klinikę w której przeprowadza naukowe doświadczenia, teoretycznie niedozwolone przez prawo. Prokuratura w drodze poufnej stwierdziła, że w doświadczeniach tych nie ma nic zdrożnego, a przynajmniej nie ma nic wykraczającego poza ramy drobnego przestępstwa. Jednak przy obecnej olbrzymiej sławie profesora Brunickiego, ujawnienie tych rzeczy nabrałoby kolosalnego rozgłosu i stało się światowym skandalem.