Już podczas pierwszej rozmowy, odbytej w więzieniu, Drucki dowiedział się odeń, że ze względu na tryb doraźny sprawa w pomyślnym wypadku zakończy się wyrokiem skazującym na dożywotnie ciężkie więzienie. Szanse przeniesienia procesu do sądu zwykłego powstać by mogły jedynie w wypadku zrezygnowania Druckiego z przyjętej taktyki osłaniania faktycznych morderców Cieplikówny i wyjaśnienia istotnych względem niej zamiarów.
Gdy jednak Drucki kategorycznie oświadczył, że nic w swych zeznaniach nie zmieni, Szarniewicz zapewnił go:
— Nie zamierzam narzucać panu moich poglądów, nie jestem lekarzem chorób dziecięcych ani guwernantką. Jako adwokat zaś trzymam się zasady, że przede wszystkim należy dogodzić klientowi. Zatem, jeżeli woli pan dłuższe więzienie niż krótsze, zastosuję się do pańskiej woli.
Od tego czasu nie wspomniał też ani razu o zmianie zeznań, ku zupełnemu zadowoleniu Druckiego. Przed samą rozprawą zauważył tylko mimochodem:
— Oskarżać będzie prokuratorka Horn. Jest to najgroźniejszy przeciwnik z tych, jakich mogliśmy dostać.
— Wiem — skinął głową Drucki — w procesie o morfinę ona oskarżała mnie również i zostałem uniewinniony.
— Tym gorzej — odpowiedział adwokat — teraz powetuje sobie porażkę. W każdym razie, o ile jestem psychologiem, radziłbym panu postarać się wywrzeć na oskarżycielce dodatnie wrażenie. Należy pamiętać, że jest to kobieta, a nie sądzę, by jakiejkolwiek kobiecie jakikolwiek strój, chociażby miała to być toga prokuratorska, mógł pozwolić zapomnieć, że jest kobietą.
Drucki uśmiechnął się i nic nie odpowiedział.
Doskonale zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa sytuacji, w jakiej się znajdował. Wierzył, że adwokat zrobi wszystko, co leży w jego mocy, jednak był pewien, że niewiele to pomoże. Oczywiście, nie zamierzał bynajmniej pogodzić się z dożywotnim więzieniem, na które prawdopodobnie zostanie skazany. W myśli obliczał sobie, że na przygotowanie ucieczki z Pawiaka wystarczy mu miesiąc, niech nawet dwa, czasu. I tyle go będą widzieli. Alboż to z takich więzień umiał zbiec! W Shatton były trzy mury, a każdy miał osiem metrów, w San Antonio trzymano człowieka, jak kundla, na łańcuchu, dwa piętra pod ziemią, w Sing Singu374 kraty elektryzowano, w Valparaiso każdą celę otwierali dwaj dozorcy, a na dachu stały karabiny maszynowe i reflektory!...
Przez salę przebiegł szmer. Drucki obejrzał się: wysoka, smukła, z podniesioną głową, może tylko nieco bledsza niż zwykle, weszła Alicja. Spokojnym, elastycznym krokiem przeszła tuż obok niego, skinieniem głowy odpowiedziała salutującym policjantom i zajęła swoje miejsce na podium. Jednocześnie rozległ się dzwonek, otworzyły się patetycznie drzwi i weszli sędziowie.