— Owszem — zaoponowała Alicja — to ma bezpośredni związek ze sprawą, gdyż nie wiemy, czy liczba kochanek oskarżonego nie była tak wielka, że może go zawodzić pamięć w stosunku do Cieplikówny.

— Nie liczyłem nigdy swoich kochanek — prawie wesoło odpowiedział Drucki i pomyślał, że jednak Alicja jest ryzykownie śmiała.

Ona tymczasem pytała znowu:

— Zatem twierdzi oskarżony, że miał zamiar zaopiekowania się Cieplikówną. Dlaczego właśnie nią, osobą obcą, przypadkowo poznaną? Czy były jeszcze takie kobiety, którymi opiekował się oskarżony?

— Nie, nie przypominam sobie...

— Czym zatem tłumaczy oskarżony swój wyjątkowy humanitaryzm w tym właśnie wypadku? Może jednak były jakieś zobowiązania moralne? Czy po prostu zwykły kaprys?...

Jedno po drugim padały pytania. Celne, niechybne, wiążące się w gęstą sieć konsekwencji, ze wszystkich stron osaczające jednocześnie labiryntem stwierdzeń, poza które nie ma już wyjścia. Drucki niemal fizycznie odczuwał, jak grudka po grudce usuwa mu się grunt pod nogami. Więcej, bo stopniowo zaczął spostrzegać, że każde słowo, jakie wypowiadał dla swej obrony, musiało być z góry przewidziane przez Alicję, że wprost było mu podsunięte po to, by stało się nowym ogniwem oskarżenia.

Teraz już, odpowiadając, wiedział, że mówi przeciw samemu sobie, i tylko czekał następnego pytania, które wyjaśniało cel istotny poprzedniego, zastawiając jednocześnie nową pułapkę.

Zawsze uważał Alicję za mistrza w tym względzie, lecz nigdy nie przypuszczał, by sztukę tę można było posunąć aż do takich szczytów precyzji. Przejrzał jej taktykę, polegającą na poderwaniu resztek zaufania do jego prawdomówności, na zniszczeniu wszelkich dróg odwrotu i wykazaniu jego rzekomej przebiegłości, jego amoralności i zoologicznego egoizmu.

Alicja obracała w nicość wszystko to, co mogło świadczyć na jego korzyść, niweczyła wszystkie ewentualne szanse obrony, dyskredytowała wiarygodność okoliczności świadczących na jego korzyść. Omijała świadomie meritum376 sprawy, ani jednym pytaniem nie dotknęła samego przebiegu zabójstwa, nie starała się postawić kropki nad kwestią motywów, jakimi mógł się kierować w swym postępowaniu względem Cieplikówny, lecz właśnie dlatego tym wyraźniej występowały one same, przybierając wygląd niedającego się obalić aksjomatu.