Szybko biegło pióro protokolanta, notując każde rzucone słowo, każde słowo, którego ciężar czuł nie tylko Drucki, lecz i cała sala, słuchająca z zapartym oddechem tragicznego dialogu dwóch głosów: metalicznego altu377 i soczystego niskiego barytonu378...
Mecenas Szarniewicz siedział z głową pochyloną nad swymi papierami i zdawał się nie zwracać uwagi na to, co się wokół niego dzieje. Na znak przewodniczącego ocknął się i on z kolei zaczął zadawać pytania. Publiczność czekała ich z niecierpliwością, obiecując sobie, że znakomity obrońca zabierze się do podważania sugestii narzuconych sądowi przez prokuratorkę. Wszystkich jednak, a zwłaszcza przyjaciół Druckiego, czekał przykry zawód. Sam Drucki również nie ukrywał zdziwienia, gdy adwokat zapytał:
— Czy nie mógłby nam pan powiedzieć, co według pana jest celem życia człowieka?
— Celem?... To zależy jakiego człowieka...
— Mówię o panu.
— Moim celem... Sądzę, że samo życie... Wydobycie zeń maksimum radości, piękna, czy ja wiem, słońca...
— Rozumiem. A co uważa pan za największe dobro w życiu?
— Wolność — bez namysłu odpowiedział Drucki.
— O jakiej wolności pan mówi?
Drucki zaczął wyjaśniać. Wolność to przede wszystkim uniezależnienie siebie od wszystkiego, co może nas krępować wewnątrz nas samych, więc wierzenia, przesądy, uczucia, poczucie winy wobec innych, krzywdy wyrządzone słabszym, przekonania polityczne...