Adwokat pytał dalej oskarżonego o jego poglądy na miłość, na małżeństwo, na rodzinę, na kobiety, na ustrój społeczny, na kwestię honoru, odwagi i tchórzostwa... Wreszcie przeszedł do ustalenia jego stanu majątkowego, przy czym okazało się, że Drucki nie wie dokładnie, ile ma w banku pieniędzy: coś około dwustu tysięcy. Poza tym „Argentyna” przedstawia też wartość kilkuset tysięcy.
Rozpoczęto przesłuchiwania świadków i teraz dopiero Drucki pojął znaczenie całego szeregu pytań, na jakie odpowiadał Alicji. Wprawdzie badała teraz świadków na okoliczności dotyczące bezpośrednio zabójstwa, jednak z zadziwiającą zręcznością wydobywała z nich zeznania ubocznie przedstawiające Druckiego w najgorszym świetle.
Zarówno fryzjer, sprowadzony z Pomorza, a utrzymujący, że nigdy romansu z Cieplikówną nie miał, jak i oboje staruszkowie z Grochowa, twierdzili, że zmarła znała się z oskarżonym od dawna. Staruszkowie nadto pod przysięgą zeznali, że oskarżony namawiał Cieplikównę do wyjazdu do Krakowa, a ona nie chciała.
Położenie Druckiego stawało się beznadziejne. Po przesłuchaniu ostatniego świadka, portiera z hotelu „Bristol”, który potwierdził, że oskarżony Winkler miewał u siebie w pokoju codziennie inną kobietę albo wcale nie nocował, przewodniczący zamknął przewód sądowy i zarządził godzinną przerwę.
— Co myśli mecenas? — zapytał Drucki, gdy znaleźli się wraz z policyjną eskortą w okratowanym pokoiku.
— Myślę, że ma pan jeszcze czas zastanowić się nad szaleństwem, które pan popełnia, przemilczając istotne dla sprawy rzeczy.
— Zatem nie widzi mecenas możności uzyskania wyroku uniewinniającego?
— Zwariował pan?! — oburzył się adwokat. — Daj Boże, bym potrafił uchronić pana od stryczka!
— Tak — westchnął Drucki — to bardzo nieprzyjemnie. Wobec tego pozwoli mecenas, że zjem obiad.
Adwokat Szarniewicz spojrzał nań nienawistnie i wyszedł, trzasnąwszy drzwiami, a Drucki zabrał się do przyniesionego jedzenia.