— Czy oskarżony nic nie ma do powiedzenia?! — zniecierpliwił się milczeniem Druckiego przewodniczący.

Drucki uśmiechnął się i potrząsnął głową.

— Nie, nic nie mam do powiedzenia... nieprawdaż, pani podprokuratorko?... Nic!...

Nim jeszcze zdążył usiąść, zza podium zerwało się kilku panów — podprokuratorka Alicja Horn zemdlała.

Na sali podniósł się głośny szmer, wśród którego ledwo dosłyszano pośpieszne słowa przewodniczącego:

— Sąd udaje się na naradę.

Jednocześnie z sędziami wyszła z sali Alicja, podtrzymywana przez kilku kolegów. Szybko przyszła do siebie i z bladym uśmiechem dziękowała im, tłumacząc się przemęczeniem i nerwowym wyczerpaniem. Zresztą nie dano jej na to czasu. Sędziowie, prokuratorzy i różni dygnitarze z ministerstwa zasypywali ją gratulacjami, wyrazami zachwytu i podziwu.

W kwadrans później został ogłoszony wyrok, skazujący Jana Winklera na karę śmierci przez powieszenie.

Oskarżony wysłuchał wyroku spokojnie. Jego obrońca, mecenas Szarniewicz, natychmiast przystąpił do redagowania prośby na ręce Prezydenta Rzeczypospolitej o ułaskawienie. Należało z tym się śpieszyć, gdyż wykonanie egzekucji wyznaczono na godzinę piątą rano.

Podprokuratorka Alicja Horn wezwała tymczasem kolegę Mesnera i oświadczyła: