Za drzwiami zaległo milczenie. Widocznie starą służącą zamurował niebywały ton pani. Ponieważ jednak nie słychać było oddalających się kroków, Alicja zawołała z pasją:
— Wynosić się, co to za podsłuchiwanie!
— Ja nie podsłuchuję — oburzyła się Józefowa — tylko chciałam list oddać.
Alicja uchyliła drzwi i wzięła list. Nagle opanowało ją rozpaczliwe przeświadczenie, ba, zupełna pewność, że to list od niego!... Pomimo całej absurdalności takiego przypuszczenia przyciskała kopertę do piersi i powtarzała, jakby chcąc siebie umocnić w tej wierze:
— Boh... Boh... To on... Jeszcze niee wszystko stracone, jeszcze potrafię go uratować, bodaj ceną przyznania się do wszystkiego!...
Spojrzała na list i ręce jej opadły bezsilnie — była to duża, urzędowa koperta z pieczęcią Ministerstwa Sprawiedliwości. Machinalnie otworzyła ją i przebiegła treść pisma oczyma.
A pismo to nie było byle czym! Zawierało nominację podprokuratorki Alicji Horn, w uznaniu jej zasług dla dzieła Sprawiedliwości, jej wiedzy i talentu, na stanowisko Prokuratora Warszawskiego Sądu Okręgowego...
Alicja zgniotła papier w dłoni i rzuciła na ziemię.
Rozdział 30
Odrapana dorożka, zaprzężona w starą jasnokościstą chabetę384, zatrzymała się przed jednym z ostatnich domów przy ulicy Tarczyńskiej. Załkind, który przez całą drogę przynaglał dryndziarza385 do pośpiechu, szybko wcisnął mu w rękę niklową monetę386 i kulejąc bardziej niż zwykle, wbiegł do bramy.