— Po coście mamę zostawili w domu!? Sami nie dacie sobie rady! — krzyczano z „Regensa”.

— Wasza matka musiała być krową, od której nauczyliście się dowcipu!

— A może wy uczycie waszą skorupę kadryla401!...

— Nie, robimy doświadczenie. Chcemy się przekonać, jak długo osły mogą się przyglądać, jak im pod nosem zamykamy drogę!

Tego już było za wiele dla załogi „Regensa”. Na pokładzie zrobił się ruch i po chwili zjawił się sam kapitan Terry.

— Ja im pokażę! — zaśmiał się i zaczął wydawać dyspozycje pierwszemu oficerowi, gdy nagle wśród steku płynnej angielszczyzny z tuby przeciwników padło jedno obce wyraźne słowo, słowo, co do pochodzenia którego nie mogło być żadnej wątpliwości.

— Dranie!

— Co to za okręt? — gorączkowo zapytał kapitan Terry.

— Diabli go wiedzą, trudno odczytać, pod flagą polską.

— Lunetę! — huknął kapitan.