— Widać, nie widać, a pani, panno Kaziu to faktycznie marzenia ściętej głowy, można powiedzieć. Już znaliśmy takich, co gwiazdy po niebie łapali, a jak co do czego, to szlus64 i żadnej perspektywy, można powiedzieć!...

Nagle drzwi w korytarzu otworzyły się i wybiegł kasjer Justek.

— Panie Grabowski! Pan dyrektor prosi.

— Już idę!

Wytarł ręce serwetą, wyciągnął z szuflady szczelnie zapisany arkusik i zapukał do drzwi.

Krótkie „wejść” i znalazł się w gabinecie.

Dyrektor oczywiście siedział na biurku. Zawsze tak: albo na biurku, albo na parapecie okna, albo na wałku sofy. Właściwie nie wiadomo, po co przy biurku stał fotel. Od chwili nabycia „Argentyny” przez Winklera nikt go jeszcze nie widział siedzącego w tym fotelu.

Teraz palił papierosa i kiwając nogą, słuchał sprawozdania kipera65:

— ...dwadzieścia sześć węgierskiego, jedenaście malagi, sto czternaście Cordon Rouge, dwie Cordon Vert, trzydzieści siedem Clicot i osiem Cristal...

Panna Tecia, szybko przesuwając wałek maszyny66, odstukiwała wymieniane przezeń cyfry w odpowiednich rubrykach.