— To wszystko, stary? — zapytał dyrektor.
— Daj Boże co dzień tyle — roześmiał się kiper.
Dyrektor uderzył go po ramieniu.
— Furda67, bracie, zobaczysz, wyciągniemy jeszcze dwa razy tyle! No, panie Grabowski, jakże tam?
— Pirwsza klasa, panie dyrektorze, siedem tysięcy dwieście czterdzieści trzy!
— Rozpijasz pan ludzi, niech pana drzwi ścisną! No, wal pan na maszynę.
Odwrócił się i podszedł do dużego stołu, na którym piętrzyły się stosy banknotów, plon dzisiejszej nocy. Kasjer Justek segregował je z niezwykłą wprawą i układał po sto sztuk.
— Powinno być trzydzieści dwa z pagórkiem68 — powiedział dyrektor.
— Będzie — lakonicznie potwierdził kasjer i pomyślał: „Jak teraz zupełnie inaczej się pracuje, wszystko wiadomo, żadnych kłótni... Ma łeb do interesu!”
Tymczasem Grabowski skończył i ukłoniwszy się, wyszedł. Maszynistka wyjęła z Royala69 gotowy arkusz i podała dyrektorowi.