— Czy nie będę po południu potrzebna? — zapytała, spuszczając oczy.

Drucki obejrzał się, a widząc, że Justek ich nie widzi, pogładził ją po śniadej buzi.

— Nie, mała, dziękuję — powiedział z uśmiechem — tylko wykaz pani zrobi.

— No, to do widzenia, panie dyrektorze — westchnęła panna Tecia.

— Dobranoc, mała, proszę spać dobrze i niech się aniołki przyśnią!

Wspięła się na palcach i pocałowała go w usta, akurat w chwili, gdy Justek podniósł głowę.

Zaczerwieniła się i wybiegła. Przechodząc koło baru zmarszczyła brwi: „Ta małpa Kazia zawsze tu czatuje. Obrzydliwa kokota70!”. Postanowiła nazajutrz wypytać portiera, czy dyrektor wyszedł z nią, czy sam.

A Drucki jeszcze nie myślał o wyjściu. Najpierw sprawdził wraz z Justkiem kasę, później pożegnał go, otworzył pancerną szafę i poukładał pieniądze.

Zdawał sobie sprawę z ryzyka, jakie wynika z trzymania w interesie tak dużej gotówki. Cała służba o tym wie, a pokusa robi złodzieja. Cóż mógł na to poradzić? Banki otwierają się dopiero o dziewiątej, nie mógł zaś od siebie wymagać wyrzekania się dwóch godzin z tej i tak niewielkiej porcji sześciogodzinnego snu, na jaki sobie pozwalał.

Później oczywiście będzie lepiej, ale teraz, na początku, musi sam wszystkiego dopilnować. Trzeba ludzi nauczyć porządku, wprowadzić z jednej strony surowy rygor, a z drugiej zachęcić wszystkich do pracy.