Schował klucze do kieszeni i wyszedł na korytarz. Najpierw zajrzał do kuchni, gdzie kończono właśnie szorowanie blach i zmywanie naczyń, wszedł do piwnic, by zobaczyć, czy wszystko jest pozamykane, zgromił gospodynię za niezgaszenie światła w lodowni i pochwalił za zmniejszenie się liczby tłuczonych szkieł.
Pogawędził z kuchcikami, uszczypnął w policzek tęgą kawiarkę i poszedł na salę. Wentylatory już zamknięto, kurze były starte. Służba wielkimi płachtami płótna pokrywała meble.
— A ty, mała, czego tu jeszcze siedzisz? — zdziwił się, ujrzawszy Kazię.
— Ja, ja... tego — zająknęła się — ja czekałam...
— Na co czekałaś?
— No, na... pana dyrektora...
— O co chodzi, słucham?
Signorita Fiametta milczała. Drucki doskonale wiedział, o co jej chodzi, lecz umyślnie zapytał:
— Co, może pożyczka?
— Eee... nie... panie dyrektorze.