Wreszcie Załkind zdobył słuchawkę i Drucki mógł mu powiedzieć, że kasa wczorajsza znowu podskoczyła, że interes idzie doskonale i że za miesiąc „Argentyna” będzie na pewno najpopularniejszym nocnym lokalem stolicy.
— Żeby pańskie słowa w złoto się zamieniły, kapitanie — odparł Żyd — a nawet nie potrzebują się zamieniać, bo co one innego, jak właśnie najczystsze złoto?
Spojrzawszy na zegarek, Drucki szybko pożegnał Załkinda i wybiegł na ulicę.
Kazał jechać na plac Unii Lubelskiej, skąd o trzy kroki było do Uniwersyteckiej Kliniki Psychiatrycznej.
— Czy zastałem pana profesora Brunickiego? — zapytał odźwiernego.
— Owszem. A pan prywatnie czy względem...
— Prywatnie.
Odźwierny zawołał chłopca i Drucki dał mu swój bilet wizytowy.
Po chwili profesor sam wyszedł na korytarz.
— Proszę — powiedział krótko.