Podali sobie ręce.
— Przyszedłem, Karolu, oddać ci mój dług i podziękować za pożyczkę. Pozwolisz? Czy może jesteś zajęty?
— Proszę cię, siadaj.
Profesor przyjrzał się mu uważnie.
— Widzę, że prędko dałeś sobie radę w Warszawie. Powodzi się nieźle?
Drucki skinął głową.
— Dziękuję ci. Dobrze. Jestem współwłaścicielem „Argentyny”.
— Argentyny? Co to takiego? Firma?
Drucki roześmiał się.
— Człowieku! Gdzie ty mieszkasz? Przecie wszystkie pisma pełne są ogłoszeń „Argentyny”, na ulicach mamy kilkanaście reklam świetlnych, tysiące plakatów!... „Argentyna” to nocny lokal, bar, dancing...