— Jestem u siebie. Proszę... Daruje pan, że nie mogę go przyjąć w gabinecie, mam tam kilka osób, a nie chciałem narażać pana na zbyt długie oczekiwanie. Pomówimy tutaj.

— Jak pan minister każe.

Weszli do dużej sali, gdzie pośrodku stał stół, nakryty zielonym suknem, pod ścianami zaś jedno przy drugim krzesła.

— Słucham pana — powiedział minister — przywiózł pan sprawozdanie?

Malinowski gorączkowo zaczął odpinać tekę i wydobywszy z niej arkusz maszynowego pisma, podał ministrowi:

— Oto jest, panie ministrze.

— Aha, doskonale.

Wziął sprawozdanie i podszedł do okna. Czytał chwilę i zmarszczył brwi:

— Może mi pan to objaśni, panie dyrektorze.

Malinowski, który stał w miejscu, w trzech krokach był już przy oknie: