— Myślałam inaczej.
Jej oczy patrzyły nań wprost, uparcie, obojętnie i prowokująco.
— Dlaczego pani myślała, że nie kocham Bogny?
— Bo zdaje mi się, że nie leży to w pańskim typie, miły... kuzynie.
Zaczerwienił się. Słowo „kuzyn” połechtało jego ambicję.
— Czy pani tak dobrze zna się na ludziach?
— O, nie, ale pan mnie interesuje.
Szeroko otworzył oczy. W pierwszej chwili sądził, że drwi zeń, potem obrzucił wzrokiem jej bladą, piękną twarz, nieduże, lecz pełne usta, szczupłą sylwetkę, owiniętą w puszyste futro i zrozumiał, że w słowach, które wydawały się nieprawdopodobieństwem tkwi prawda, jakaś niejasna, a przecież ważna prawda.
— Czy... czy dlatego powiedziała pani, że... chciała mnie spotkać? — zapytał niepewnie.
— Tak — skinęła głową.