— Ślicznie pani wygląda — powiedział Malinowski, gdy auto ruszyło.

Spojrzała nań z jakąś dziwną uwagą i nic nie odpowiedziała.

Pomyślał, że jego komplement zabrzmiał zbyt trywialnie w tej luksusowej karecie, pachnącej jakimiś wyszukanymi perfumami i zmieszany poprawił się:

— Dlaczegoż wszystkie zachwyty, najszczersze zachwyty, z konieczności trzeba ubierać w tak bardzo zbanalizowane słowa?

— Jak się miewa Bogna? — zapytała — nie widziałam jej od swego przyjazdu z Krynicy.

— Dziękuję pani. Zdrowa.

— Pan ją bardzo kocha? — rzuciła lekko.

— Ja? — zdziwił się — bardzo oryginalne pytanie.

— Kocha ją pan?

— Naturalnie.