— Więc!?...

Zrozumiał wybornie, że ma ją pocałować, że ona sama tego chce, że jeżeli będzie zwlekał, ośmieszy się przed nią, a jednak nie mógł, nie umiał zdobyć się na odwagę, której przecie tu właściwie wcale nie było potrzeba.

— Pan jest strasznie nieśmiały — stwierdziła z obiektywną miną.

— Jestem zaskoczony... Nie spodziewałem się tego...

— ...Tego szczęścia?... skończyła — No?!

Pochylił się ku niej z zamiarem pocałowania w policzek, czuł przy tym, że robi to okropnie niezdarnie, lecz Lola cofnęła głowę i orzekła:

— Nie tak.

Nim spostrzegł się objęła jedną ręką jego szyję, drugą oparła mu na piersi i przywarła ustami do ust.

Dalsza realizacja poufałości rodzinnej nie przedstawiała już dla Malinowskiego poprzednich trudności. Objął Lolę silnie i całował po oczach, po włosach, po wargach.

Teraz wiedział, że robi to ładnie. Niezgrabność znikła wraz z onieśmieleniem.