— Jestem gotów — uśmiechnął się, z wściekłością dociągając krawat.

Nacisnęła guzik dzwonka.

— Trafi pan do przedpokoju? — zapytała uprzejmie.

— O, na pewno. Żegnam panią.

— Tylko do widzenia. Jestem panu bardzo wdzięczna. Był pan rzeczywiście miły. Wyjątkowo przyjemnie spędziłam popołudnie.

Wyciągnęła doń rękę lekkim ruchem, jakby ich nigdy nic nie łączyło. Malinowski jednak przytrzymał jej palce:

— Lolu! — powiedział z wyrzutem.

— Co?

— Jesteś taka dziwna. Zupełnie, ale to zupełnie nie rozumiem twego postępowania.

— Służący idzie — ostrzegła — pomówimy innym razem.