Ponieważ jednak nawet nie skrzywiła się nań, wychodząc do biura, niespodziewanie dla samego siebie powiedział:

— Wiesz, kochanie, piłem wczoraj i za dużo wydałem...

Chciał, by go spytała ile, lecz ona tylko uśmiechnęła się:

— Cóż począć, skoro tak się złożyło. Zaraz po obiedzie położysz się i prześpisz.

— Wydałem dwieście złotych — wyrzucił z siebie — nie starczy nam do końca miesiąca.

— To przykro — powiedziała — ale nie martw się. Załatamy jakoś tę dziurę.

— Jakoś! Jakoś! Oto kobiece traktowanie sprawy — rozgniewał się — zawsze to „jakoś”.

Po dwóch dniach dowiedział się, że Bogna owe jakoś rozwiązała w ten sposób, że zastawiła pierścionek. Nie bardzo był z tego zadowolony, gdyż tego właśnie wieczoru mieli większe przyjęcie u państwa Pajęckich, gdzie wszystkie panie wprost lśniły od drogiej biżuterii, podczas gdy wspaniały brylant jego żony leżał w lombardzie.

Liczył, że na tym wieczorze spotka Lolę Symieniecką i podczas tańca rozmówi się z nią. Układał sobie nawet prosty plan, polegający na lekkim akcentowaniu swojej zażyłości z Lolą. Tymczasem wcale nie przyszła. Dzwonił do niej kilka razy, lecz nie mógł jej zastać. Zawsze odpowiadano, że wyszła. Już zaczynał w tym podejrzewać jakąś nieprawdę, gdy pewnego dnia otrzymał w biurze telefon:

— Tu mówi lokaj pani hrabiny Symienieckiej. Jaśnie panienka poleciła prosić pana dyrektora, żeby był łaskaw przyjść dzisiaj o piątej.