— A panienki nie ma?

— Jaśnie panienka wyjechała na miasto.

— Dziękuję. Proszę powiedzieć, że przyjdę.

I poszedł. Wprawdzie wydało mu się trochę nietaktowne takie powierzanie zaproszenia służącemu, ale rad był, że obawy o rozczarowaniu się Loli okazały się niepotrzebne. No, i że rozmówi się z nią, że stwierdzi, czy ta dziwaczka naprawdę jest w nim zakochana na swój oryginalny sposób. Jeżeli by tak było!... Tu przed wyobraźnią Malinowskiego rozwijały się szerokie perspektywy i jakże ważne konsekwencje. Oczywiście byłoby wiele trudności do zwalczenia. Rozwieść się z Bogną to jeszcze nie tak wiele, ale czy rodzina zgodzi się na jego małżeństwo z kuzynką Bogny. Taka pani Symieniecka jest konserwatystką, a posag Loli zależał od jej matki. Gra jednak była warta świeczki!

— Do licha! Milion piechotą nie chodzi! Wówczas nie ja bym skakał koło takich Denhoffów i szambelanów, ale oni koło mnie.

Lolę zastał w tym samym szlafroczku na tym samym tapczanie. Do rozmowy jednak nie przyszło. Lola była usposobiona wesoło i wszystko obracała w żart. Na zakończenie na przykład, gdy już był ubrany, powiedziała:

— Po cóż doszukiwać się jakichś uczuć w tym, co jest zwykłą przysługą?... Pozwala mi pan korzystać ze swego doskonale zbudowanego ciała, przyjemnej w dotyku skóry i wystarczającego temperamentu. Ja panu rewanżuję się w miarę posiadanych możliwości. Mamy oboje zagwarantowaną higienę i zaspokojenie aktualnych potrzeb organizmu.

— Ja nie umiem tak — próbował zacząć z poważnej beczki Malinowski — ja muszę mieć kontakt duchowy...

— Czy pan nie przesadza? — śmiała się.

— Ależ, słowo honoru, że nie.