— Och, mój drogi, nie wiem, nic nie wiem i przebacz, że cię popędzam, ale nie mam chwili do stracenia.

W szalonym pośpiechu spakowała nieduży neseser, przebrała się i właśnie nakładała kapelusz, gdy przed ganek zajechały konie. Jednocześnie zapukano do drzwi. Był to pan Pohorecki. W pierwszej chwili chciał ją zapytać o powód wyjazdu, lecz widocznie dostrzegłszy, że jest zapłakana, powiedział:

— Szkoda, że wyjeżdżasz, moja mała przyjaciółko. Znowu zostawiasz mnie samego.

Nagle Bognę olśniła myśl:

— Panie Walery... czy... kupiłby pan moją część Iwanówki?...

Zmarszczył brwi i spojrzał jej w oczy...

— Będzie tego... nie wiem dokładnie, ale coś około stu hektarów — dodała z pośpiechem — kuzyn to obliczy. Później można wydzielić.

— Spotkało cię coś złego?...

— Tak — odpowiedziała krótko.

— Ile ci potrzeba?