— Oczywiście.

Powzięte konkretne postanowienie otrzeźwiło ją od razu. Wyciągnęła obie ręce do Borowicza:

— Kochany panie Stefanie: bardzo panu dziękuję. Nigdy panu nie zapomnę tej dobroci.

— Niech pani o tym nie mówi — zmarszczył brwi.

— Czy i pan pojedzie?

— Ma się rozumieć. Nie na wiele się pani przydam w drodze, ale...

Nie dokończył i odwrócił się.

Bogna poszła do domu. Wywołała kuzyna i oświadczyła, że zaraz wyjeżdża.

— Powiedz, że mój mąż zachorował. I proszę cię każ zaprzęgać konie jak najprędzej. Chciałabym koniecznie zdążyć na wieczorny pociąg.

— Czy coś niebezpiecznego? — zaniepokoił się.