— Czy... czy on jest... aresztowany?...
— Nie. Jaskólski zrobi wszystko, by do tego nie doszło.
— Boże, Boże... Ale panie Stefanie, przecie mówi pan, że może to być jakieś nieporozumienie?!
Borowicz milczał.
— Widział pan Ewarysta?
— Tak. Właściwie to on mnie prosił, by zawiadomić panią. Sytuacja jest o tyle do uratowania, że prezes trzyma wszystko w ręku. Prezes oświadczył Ewarystowi, że jeżeli w krótkim czasie wpłaci całość sprzeniewierzonej kwoty... rzecz da się zatuszować.
— Czterdzieści tysięcy! Skąd ja wezmę tyle pieniędzy! Boże drogi! Nie mogę myśli zebrać. Ale nie ma czasu do stracenia — zerwała się — która to?...
— Kwadrans po piątej — spojrzał na zegarek Borowicz.
— Najbliższy pociąg odchodzi o dziewiątej. Jeszcze mogę zdążyć, muszę zdążyć.
— Więc chce pani jechać?