Połączyła się z centralą Funduszu:

— Czy mogę mówić z panem prezesem Jaskólskim?

— A kto mówi?

— Tu Bogna Malinowska...

— Aha... sprawdzę, pani będzie łaskawa zaczekać.

Teraz dopiero uderzyło ją wymówione własne nazwisko. Czuła, że krew napłynęła jej do twarzy. W Funduszu oczywiście wszyscy wiedzą.

— Boże, Boże... jakie to straszne — oparła się o ścianę. Kręciło się jej w głowie.

Na szczęście w tejże chwili usłyszała głos Jaskólskiego.

— Dzień dobry pani Bogno. Czy pani mówi z domu?

— Tak. Przyjechałam...