— Wiem od Borowicza. Za kwadrans będę u pani.
— Jaki pan dobry. Nie chciałabym trudzić. Może ja...
— Nie, nie — przerwał — wolałbym u pani.
— Prawda — spostrzegła się. Jej zjawienie się w biurze mogłoby skompromitować prezesa.
— Zaraz będę — zakończył Jaskólski.
I rzeczywiście zanim zdążyła umyć się, przyjechał. Był bardzo wzruszony, długo całował i ściskał jej ręce. Później zaczął opowiadać. Rzecz przedstawiała się gorzej, niż ją przedstawił Borowicz. Okazało się, że podczas rewizji kasy, Ewaryst, widocznie chcąc się ratować, niepotrzebnie przedstawił kwity, które niestety okazały się fałszywe. Dlatego aresztowano go. Ale istnieją możliwości naprawienia tego fatalnego błędu. Mianowicie trzeba tym osobom, których pokwitowania zostały sfałszowane czym prędzej wpłacić całkowite kwoty. Można mieć nadzieię, że zgodzą się oni oświadczyć, iż upoważnili dyrektora Malinowskiego do pokwitowania w ich imieniu, na przykład jako prywatni jego znajomi. On zaś zamiast pokwitowań od siebie, napisał ich nazwiska. Nie podrabiał, lecz po prostu napisał.
— Rozmawiałem już z tymi panami i odniosłem wrażenie, że zgodzą się.
— Boże... Boże — płakała Bogna.
— Najgorsze jest to, że jak się okazało, kwota nadużyć wynosi przeszło sześćdziesiąt tysięcy. Ściśle sześćdziesiąt siedem tysięcy czterysta dwadzieścia złotych. I trzeba najdalej w ciągu trzech dni to wpłacić. Oczywiście.... jeżeli pani w ogóle może i jeżeli chce.
— A czy wówczas... zwolnią go? — drżącym głosem zapytała Bogna.