— Będę czekał.

— Do widzenia... A ty możebyś chociaż wstąpił ze mną do pani Bogny?...

— Dlaczego właśnie do pani Bogny?

— No tak. Wiem, żeście się bardzo lubili. Często tam bywasz?

— Owszem... Dość często...

— Biedaczka, ile ona musiała przeżyć!... — Henryk zawahał się i dodał niepewnie — kiedyś zdawało mi się, że się kochacie.

Stefan wzruszył ramionami:

— Co za pomysł!

— Mówię, że tak mi się zdawało. Wyobrażałem sobie, że się pobierzecie i że będziemy mieszkali we trójkę... No, do widzenia.

Stefan zaczął chodzić po pokoju. Lubił przecież brata, może nawet kochał go, a jednak po jego odejściu odetchnął z ulgą. To zadziwiające, jak ludzie nie umieją zdobyć się na delikatność niewtrącania się do cudzych spraw.