— Po co ci to? — zapytał ze szczerym zdumieniem.

— Może wolałbyś, bym nie odnawiał tych stosunków? — zgodliwie zaproponował Henryk.

— Ależ bynajmniej. Nie mam nic przeciw nim.

— Więc dlaczego?... Ja bo lubię ludzi. Zobaczyć, porozmawiać... Myślałem, że pójdziemy razem. Lubiłeś kiedyś Umiastowskich na przykład, albo Woroniczów...

— Dziękuję ci. Naprawdę nie mam ochoty.

— Szkoda. W każdym razie obiad zjemy chyba razem? O której mam wrócić? — zapytał Henryk.

— Nie krępuj się. Zaczekam.

— No, to przyjdę na czwartą. Dobrze?

— Doskonale.

— Wpadnę do Umiastowskich, do prezesa Jesionowskiego, do pani Bogny i do Miszutki.