— Te, co też pan mówi! Co do seksualnej... to nie. Stanowczo nie. Żadne efemerydy u pana Borowicza nie bywają. Chyba że na mieście...

— Tak?... W każdym razie ostrzegam panią przed fluktuacjami infernalnymi w okresie klimakterium. Dekadencja w układzie cerebralnym może wywołać amnezję maniakalną i atrofię biofreniczną!

— Matko najświętsza — jęknęła pani Prekoszowa.

— Tsss... dziękuję pani. To wystarczy.

Jednocześnie zapukał do drzwi.

— Co ty wyprawiasz z tą kobietą? — przywitał go Borowicz, mówiąc po francusku, gdyż był pewien, że pani Prekoszowa podsłuchuje — baba gotowa dostać pomieszania zmysłów.

— A czy sądzisz, że zrobi to jej jakąkolwiek różnicę?

— Posądzałem cię o dobre serce.

— Mój Stefku, dobroć serca polega na dostarczaniu ludziom takich wrażeń, jakich łakną. Jakże Henryk?

— Dziękuję ci... Zdrów, wesół... Wybierał się do ciebie.