Chwycił stary szlafrok i gorączkowo zaczął nim wycierać lustro, półki, szafę, poprawiał pościel na łóżku, zsuwał książki, zbierał z podłogi rozrzucone papierki. Z ulicy wdzierał się nieznośny hałas, warkot motocykli, huk rozpędzonych wozów tramwajowych, sygnały samochodów. Szybko pozamykał okna i znowu sprzątał, sprzątał zawzięcie, byle skupić uwagę na czym innym, byle nie gubić się w domysłach. W tych niedorzecznych, niepokojących domysłach, które rozpalały wyobraźnię, ogarniały mózg jakąś rozedrganą aurą egzaltacji.
Pomimo całego wysiłku nie mógł opanować myśli. Cisnęły się z miażdżącą konsekwencją. Jakże się to mogło tak przypadkowo złożyć, że Miszutka właśnie dziś, właśnie po swojej wczorajszej bytności u Bogny, wyskoczył nagle z podobnym odkryciem. Bez kwestii musieli mówić ze sobą. Albo zaczął Miszutka, albo ona.
— Niemożliwe!...
A jednak logika faktów: Henryk był u niej. Ten sam Henryk, który z rana bez obsłonek wypowiedział swoje... pobożne życzenia. Musiał rozmawiać z Bogną o nim. To nie ulega wątpliwości. Oczywiście pozwolił sobie na bezczelne powtórzenie tego, co z rana mówił tutaj. Tak, to zgadza się z jego pojęciami o świadomej woli i o „cnocie kierowniczej” prawdziwego mężczyzny.
— Mnie uważa za meduzę... Miszutka, Henryk i Bogna... jakaś rada opiekuńcza.
A przy tym Henryk zanadto obojętnie wspomniał o tym, że Bogna chce widzieć się z bratem. W tej obojętności niewątpliwie ukrywa się zamiar zamaskowania czegoś ważnego, umówionego, postanowionego...
— Absurd! — mitygował swoją wyobraźnię.
Lecz dlaczego, jeżeli miała doń taki ważny interes, nie powiedziała o tym Miszutce?... Interes nie mógł zjawić się dziś, w niedzielę. Malinowski też od wczoraj (przecie był w domu!) nie mógł zrobić nic nowego do dzisiejszego ranka. Zatem „interes” wynikł z rozmowy z Henrykiem. Henryk upewnił Bognę o tym, co jej w przeddzień zasugerował Miszutka.
Bo czymże sobie wytłumaczyć, że po tylu latach znajomości, po tylu latach przyjaźni, nagle ni z tego, ni z owego, po raz pierwszy, zechciała sama przyjść do niego?...
— Po co? Po co?...