— Dziękuję ci. Idę spać.
— Odludek z ciebie — ziewnął Malinowski — popatrzylibyśmy na występy, zobaczylibyśmy sporo ludzi. No i samemu trzeba przecie od czasu do czasu pokazać się. Co?
— Nie lubię hołoty...
— Ależ tam bywa też dobre towarzystwo!
— Mój drogi — zirytował się Borowicz — powiedziałem, że nie pójdę i już.
— Starzejesz się, che, che, che — półżartobliwie i pojednawczo zaśmiał się Malinowski — nabierasz starokawalerskiej pedanterii. A rozrywka od czasu do czasu jest człowiekowi potrzebna.
— Kiedy deszcz pada jest mokro — z hamowaną furią odpowiedział Borowicz.
— Co przez to rozumiesz? — zaciekawił się Malinowski.
— Nic, tak sobie, filozoficzna uwaga.
— Dziwny jesteś... Hm... Śliczna noc... Dawniej bywałeś weselszy. Jeżeli się nie obrazisz powiem ci po przyjacielsku: tetryczejesz. Jesteśmy w jednym wieku, a o ile ty starzej wyglądasz! Wprawdzie ja może wyglądam za młodo. Nieraz, mam wrażenie, przeszkadzało mi to w karierze. Ty o to nie dbasz, ale mnie należałby się awans. Żeby to człowiek mógł mieć dwa wyglądy! Jeden dla kariery, solidny, z brzuszkiem, drugi dla kobiet. Kobiety jednak zawsze wolą młodszych. Teraz che, che, che, będę mógł przytyć... Widzisz, dlaczego na przykład ty nie żenisz się. Jesteś w znacznie lepszym położeniu ode mnie. Bywasz w tych sferach, gdzie są bogate panny. Albo i mężatkę którą możesz rozwieść. Weźmy chociażby taką Butrymową. Reprezentacyjna i dama całą gębą, a poza tym majątek ziemski i trzy kamienice. Tylko zakrzątnąć się.