— No, klepek.

— Więc po ojcu. Też mu dzięki Bogu niczego nie brakowało. Jak można, będąc uczciwym człowiekiem z dobrej rodziny wykładać ontologię! Pytam, jak można?! Co? — To już lepiej od razu wleźć na ratusz i krzyczeć: tere-fere kuku! Tere-fere kuku!... Ontologia, nic już lepszego nie znalazł. Piękna nauka: dowodzić, że się nic nie wie o tym czego nie było! Kupa wariatów, jak Boga kocham!... A tu tymczasem nieład, od nikogo nie mogę dowiedzieć się dlaczego ministerstwo Skarbu zamyka mi kredyt za drugi kwartał, kiedy z tego kredytu dawno już złamanego grosza nie zostało, nie mogę ustalić daty porozumienia z radomską dyrekcją lasów państwowych, słowem nic. Jak tabaka w rogu. A dlaczego, bo się panience zachciało drugiego męża! Może mam siąść i płakać? Co? Proszę mi od razu powiedzieć: siadaj i płacz!... Oto do czego prowadzi zbrodniczy zwyczaj biurowej pracy kobiet. Idzie za mąż i fiut! Niech się świat zawali, a ona fiut... W dodatku szef może dziesięć razy pytać, to mu nawet nie raczy taka pani odpowiedzieć! No? Na klęczkach mam prosić?...

Ze swoim czerwonym nosem, z rękami wirującymi dookoła tęgiego torsu przypominał groźny wiatrak z „Piotrusia Pana”.

— Wszystko zrobię, wszystko wyszukam — z rozczuleniem zapewniała Bogna — zresztą już przyrzekłam, że ile razy prezes będzie mnie potrzebował...

— Wcale nie będę — tupnął nogą Szubert — nie potrzebuję niczyjej pomocy. Żądam tylko odpowiedzi: z czego będziecie żyli?

— Nie będziemy opływali w zbytki — uśmiechnęła się Bogna — ale i z głodu nie umrzemy.

— Nie umrzemy! Nie umrzemy! Babskie gadanie. Z tej pensyjki? Otóż zastanawiałem się nad tym. I tego... wicedyrektor Żejmor przechodzi z powrotem do wojska. Ale skąd ja mogę wiedzieć, czy ten pani Malinowski da sobie radę na tym stanowisku... Oto kwestia!

Bognie serce ścisnęło się mocno. Wiedziała od dawna o ustąpieniu Żejmora. Przez jej ręce przechodziło pismo z ministerstwa spraw wojskowych. Nie przeszło jej jednak przez myśl, by Ewaryst mógł zabiegać o taki awans.

Naprawdę zaczynało iść mu lepiej. Boże, jakże się on ucieszy!

Stała nieruchoma z oczami pełnymi łez. Prezes kiwał się przed nią na rozstawionych nogach i coś mruczał pod nosem. Nagłym ruchem zarzuciła mu ręce na szyję i rozbeczała się na dobre. Na głowie czuła szeroką, ciężką dłoń Szuberta. Gładził jej włosy i cmokał od czasu do czasu w skroń, aż dzwoniło w uszach.