— Ew — zapytała Bogna, zdejmując kapelusz — zgadnij jaką otrzymałam od nich pamiątkę?
— Coś wartościowego? — zapytał z zaciekawieniem.
— Śliczną parcelę budowlaną na Saskiej Kępie.
Znieruchomiał:
— Plac?
— Tak. Oto akt własności — pokazała mu rulon.
Gwizdnął przeciągle z podziwem, po czym pośpiesznie zszedł z drabiny.
— Pokaż — otrzepnął dłonie i z szacunkiem rozwinął papiery.
Biedactwo, tak był tym przejęty, że nawet nie zauważył, że się doń przytuliła. Czytał z natężoną uwagą, przejrzał sumiennie plan, znowu przeczytał akt i podniósł rozjaśnioną twarz:
— Wszystko formalnie i w porządku. To, to lubię! Ale się wypuczyli. Musieli beknąć forsę. Wprawdzie i tak otrzymali cenę ulgową, ale i to nie byle co. Z wolnej rączki wart ten plac cztery tysiące, jak drut. Znam ceny.