— Cieszysz się, Ew?
— Ja myślę.
— To jednocześnie i prezent ślubny dla nas.
— Ale zapisany na twoje nazwisko — zauważył — zresztą to wszystko jedno.
— Gdy dorobimy się, wybudujemy tam sobie willę, prawda?
Ewaryst znowu zagłębił się w badanie planu, mruczał coś pod nosem, obliczał i wreszcie oświadczył:
— Co prawda mogliby wziął parcelę o trzy numery dalej. Znam to miejsce. Dodaliby jeszcze kilkaset złotych, a plac byłby pierwsza klasa. Ten bo niewiele pójdzie w cenie, a tamten, narożny, za pięć lat wart będzie dwa razy tyle.
Nie podobały się jej te uwagi.
— Ew — odezwała się tonem upomnienia — to nieładnie.
— Co?