Bogna słyszała to ze swego pokoju i uśmiechała się do siebie:

— Poczciwy Ew, ma przypływ dyrektorskiej godności i powagi, ale przejdzie mu to.

Jednakże nie przychodziło.

W dzień ślubu na tym tle doszło do małej awanturki, przy której Jędrusiowa popłakała się i nie chciała złożyć Ewarystowi życzeń.

— Nie takich panów widziałam — krzyczała z kuchni — a też człowieka umieli uszanować.

— Przeproś ją, Ew — szepnęła błagalnie Bogna.

— No, wiesz — oburzył się — mam kuchtę przepraszać.

— Nie miałeś racji — dodała miękko.

— A chociażby — wzruszył ramionami — wolno mi nie mieć racji, a jej rzecz słuchać i milczeć.

— Zrób to dla mnie — prosiła — dziś taki ważny dla nas dzień. Nie chciałabym go mącić.