Zawahał się:

— Hm... może rzeczywiście byłaby to zła wróżba... Ale przecie nie będę jej przepraszać...

— Co ci szkodzi, kochany?...

— Poczekaj — podniósł palec — już ja to załatwię.

Poszedł do kuchni i Bogna przez otwarte drzwi słyszała, jak mówił:

— No, niech się Jędrusiowa uspokoi. Dziś mój ślub, a Jędrusiowa jest niegrzeczna, ale ja chcę, żeby znała moją dobroć. Ma tu Jędrusiowa dziesięć złotych. No, proszę.

— Po co mi te pieniądze — odburknęła staruszka.

— Niech Jędrusiowa weźmie. Przyda się. No i dobrze. W porządku.

Wrócił do jadalni z zadowoloną miną i przymrużył oko:

— Słyszałaś?