— Owszem — powiedziała bez pochwały w głosie.

— Pieniądze, moja droga, to najlepsze lekarstwo na wszystko.

Spojrzała nań z przestrachem:

— Chyba nie mówisz tego poważnie?...

Roześmiał się i wyciągnął do niej ręce:

— Ależ oczywiście, oczywiście, najdroższa. Żartowałem. Ale widzisz, w stosunku do służby, do osób, którym płacimy za ich pracę, takie — jakby to powiedzieć — odszkodowanie jest najprostszym wyjściem.

Bogna nic nie odpowiedziała. Zupełnie nie zgadzała się z nim, ale nie chcąc psuć dalej nastroju, postanowiła jeszcze powrócić kiedyś do tej sprawy.

Ślub odbył się cichy przy bocznym ołtarzu. Nie rozesłali zawiadomień i w kościele znaleźli się tylko najbliżsi krewni Bogny, stryjeczny brat Ewarysta, nauczyciel gimnazjalny z Galicji Feliks Malinowski i jedyny obcy — prezes Szubert. Borowicz nie przyszedł, chociaż przyrzekł solennie. Pod koniec obrządku zjawił się Jagoda, który jednak nie zbliżył się do nich i stał daleko pod filarem. Bogna była spokojna i nie odczuwała spodziewanego wzruszenia. Raczej była mocno zdenerwowana, co tylko wyczuliło jej spostrzegawczość. Widziała ciężko klęczącego Szuberta, biały włos na żakiecie Ewarysta i dość wyraźne wypieki na jego twarzy. Lola Symieniecka zakryła się tak skrętami swoich srebrnych lisów, że widać było tylko jej ogromne szare oczy, ciekawe i obojętne. Dina przejęta była widocznie: za kilka miesięcy miał być jej własny ślub z redaktorem Karasiem.

Z największym zajęciem przyglądała się Bogna Feliksowi Malinowskiemu. Z tego, co opowiadał o nim Ewaryst, który w ogóle rzadko i niechętnie wspominał o swoich krewnych, domyślała się, że Feliks był osobą najbardziej szanowaną w ich rodzinie, swego rodzaju jej luminarzem i uznanym przedstawicielem. Wykładał literaturę w starszych klasach gimnazjalnych, a poza tym wydał kilka tomów własnych wierszy, podobno dużej wartości, chociaż niedocenionych przez krytykę. Przyjechał do Warszawy przed samym ślubem i Bogna zdążyła zamienić z nim zaledwie kilka zdań.

Wyglądał poważnie i zażywnie z krótką kwadratową blond brodą i zaznaczającym się brzuszkiem. Przypominał raczej zamożnego kupca, czy kamienicznika, niż poetę. W istocie by potrosze burżujem, gdyż ożenił się z panną, posiadającą dwie kamienice w Krakowie.