Rozbawiło to Bognę i rozczuliło. Początkowo zdawało się jej, że Ewaryst poważnie wygłasza to swoje exposé małżeńskie, zrozumiała jego zamiar: chciał ją pouczyć, zabierał się do jej wychowywania, kochany chłopak, a zrobił to tak prostodusznie, tak poczciwie.

— Ależ tak, tak, mój jedyny — zarzuciła mu ręce na szyję.

Przygarnął ją mocno i po kilku pocałunkach zapytał półgłosem:

— A może byśmy się tak udali na spoczynek?

— O!... Jesteś taki... uroczysty — szepnęła.

— Przecie to nasza noc poślubna.

— Tak, najdroższy...

— Nie żałujesz?...

— Nie, nie... kocham ciebie, nawet wiedzieć nie możesz, Ew, jak bardzo cię kocham.

— I ja ciebie, najdroższa.